Hello worldHello world
< POWRÓT

SOURNOIS ZYWCIĘŻCZYNIĄ KONKURSU BURN ENERGY x MIXMAG WARSAW

July 21, 2026
SOURNOIS ZYWCIĘŻCZYNIĄ KONKURSU BURN ENERGY x MIXMAG WARSAW

Sournois  to DJ-ka, która aktywnie działa na naszej scenie od 2019 roku.

Nie skupia się na jednym stylu, bowiem potrafi zagrać zarówno ghetto-house jak i euforyczny trance. Pięć lat temu zajęła 3. Miejsce jako Odkrycie Roku w plebiscycie Munoludy. Od tego czasu zaliczyła granie m.in. w gruzińskim Khidi i legendarnym berlińskim Tresorze.

Z okazji wygranej, zadaliśmy Sournois kilka pytań.

Artur Wojtczak: Kiedy i jak  zaczęła się Twoja przygoda z muzyką jako raverki, a potem DJ-ki?

Sournois: 2017 rok. Audioriver, Klub Mózg w Bydgoszczy, Wixapol i Smolna - dokładnie taka była kolejność moich pierwszych imprez z muzyką elektroniczną. Jak na początek, rozstrzał gatunkowy i klimatyczny był całkiem spory! (sic!) 

Bilet na Audioriver kupiłam w ciemno, za namową znajomych, więc od razu zostałam rzucona na głęboką wodę. Klub Mózg znajduje się w moim rodzinnym mieście, dlatego kiedy wracałam do Bydgoszczy na święta czy weekendy, często trafiałam właśnie tam. Wixapol przeżywał wtedy swoje złote lata (które trwają do dziś) i bardzo wyróżniał się na tle sceny - zarówno imprezami, jak i krzykliwym marketingiem. W tamtym czasie wielu trueschoolowców ich nie znosiło. Teraz mają już chyba innych wrogów.

Pod koniec 2017 roku po raz pierwszy trafiłam na Smolną. To był moment, gdy premierę miał utwór „Glue” od Bicep. Usłyszałam go wtedy na parkiecie po raz pierwszy i ten moment pamiętam do dziś. Kilka lat później uparłam się, żeby sprawdzić, kto grał tamtej nocy z lokalsów. Okazało się, że byli to Truant i MKO.

W 2018 roku postanowiłam kupić swój pierwszy kontroler DJ-ski. Powiedziałam o tym tacie, a że był akurat lipiec, czyli miesiąc moich urodzin, to ostatecznie sam mi go sprezentował. Przez długi czas uczyłam się głównie sama, w domu.

W 2019 przeprowadziłam się do Wrocławia na studia. Poznałam wtedy Kajetana, który budował skate bowl w klubie Transformator (dziś funkcjonujący jako Final Bowl Skatepark w zupełnie innej lokalizacji). Dzięki niemu poznałam lokalną ekipę i właśnie tam zaliczyłam swój pierwszy występ. Zagrałam na afterze po premierze filmu deskorolkowego, który do dziś można znaleźć na YouTubie.

Czy wygrana w konkursie Burn Energy organizowanym wspólnie z Mixmagiem - na który dotarło mnóstwo zgłoszeń - zaskoczyła cię?

Tak, zdecydowanie. Po tym, jak sama wypełniłam formularz zgłoszeniowy, rozesłałam go jeszcze do kilkunastu znajomych i namawiałam ich do udziału, bo do końca naboru został ostatni tydzień. Prawdopodobieństwo wygranej przy takiej liczbie zgłoszeń wydawało się niewielkie, ale jak widać - nie zerowe.

Spodziewałam się, że wygra ktoś z mniejszym stażem ode mnie. Konkursy tego typu raczej stawiają na odkrywanie zupełnie nowych twarzy, dlatego tym bardziej byłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam wyniki. Tym większa była moja radość, bo potraktowałam to jako sygnał, że to, co robię od kilku lat, zostało zauważone i docenione.

Jak zwykle przygotowujesz się do grania w klubie?

Mam właściwie tę samą procedurę od lat. Prawie codziennie digguję, kupuję i pobieram nowe tracki, więc staram się, żeby moje playlisty były możliwie świeże.

Późniejsze przygotowania zależą już od rodzaju imprezy. Selekcja na plener w lesie będzie wyglądała zupełnie inaczej niż set grany w ciemnej, klubowej piwnicy. Zawsze staram się dopasować muzykę do miejsca, ludzi i charakteru wydarzenia.

Jednocześnie mam też kilka utworów, które towarzyszą mi od 7 lat. Traktuję je trochę jak swoją wizytówkę - kawałki, które kojarzą mi się z moim stylem grania. Przyznam też szczerze, że zdarzało mi się zagrać kilka setów z tej samej jednej playlisty.

https://soundcloud.com/thebrvtalistxx/new-brvtalism-no-343-sournois?in=sournoises/sets/podcasts

Przez rok mieszkałaś  w Gruzji mając okazję poznać tamtejszą, bardzo prężną scenę. Czym różni się ona od polskiej i co zaszczepiłabyś na nasz grunt?

Trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie, to chciałabym podkreślić na samym początku.

Nie wiem, czy pamiętasz, Artur, ale rok temu mówiłam Ci, że po moim rocznym pobycie w Gruzji zaczęłam pisać felieton o tamtejszej scenie klubowej. Nawet pytałam Cię wtedy o pomoc przy jego publikacji. Tekst do dziś leży niedokończony na moim dysku, ale może właśnie teraz jest dobry moment, żeby do niego wrócić. To właściwie temat na osobny artykuł. Gdybym jednak miała sprowadzić go do kilku słów-kluczy, byłyby to: soundsystem, polityka, protesty oraz poczucie wspólnoty.

Zacznijmy od soundsystemu. W Gruzji są zaledwie cztery miasta liczące powyżej 100 tysięcy mieszkańców. Dlaczego o tym wspominam? Do tego jeszcze wrócę.

Nieważne, czy mówimy o Bassiani, małym pubie pod mostem w Tbilisi czy klubie w Kutaisi  (mieście liczącym około 100 tysięcy mieszkańców położonym w samym środku kraju). Wszędzie standardem jest Void albo Funktion-One. Było to dla mnie spore zaskoczenie, bo Gruzja jest krajem znacznie biedniejszym od Polski, a mimo to jakość nagłośnienia wydaje się tam absolutnym priorytetem.

Dla porównania - w Polsce mamy 34 miasta powyżej 100 tysięcy mieszkańców. Nasza scena jest znacznie większa, bardziej rozproszona i przez to bardziej zróżnicowana. Oczywiście znajdziemy kluby z nagłośnieniem wysokiej klasy, ale znajdziemy też takie, które działają na dużo skromniejszych systemach. Jeśli zależy mi na konkretnym standardzie, jestem w stanie go znaleźć, ale muszę jechać do innego miasta.

Jednocześnie uważam, że w Polsce mamy naprawdę wielu świetnych specjalistów od dźwięku, produkcji, ogromną liczbę wydarzeń na bardzo wysokim poziomie, czego przykładem jest chociażby EXIST. Wystarczy spojrzeć na szeroką gamę festiwali jaką mamy, zarówno tych bardziej mainstreamowych, jak i stricte elektronicznych.

Warto też wspomnieć o ludziach, którzy stoją za tym wszystkim, chociażby o Karolu z Slap Sound System. Jeśli widzicie na evencie gościa w berecie, krótkich spodenkach i z tabletem w ręku, który krąży po parkiecie i czegoś ciągle nasłuchuje, istnieje spora szansa, że to właśnie on. I tutaj naprawdę należy się ogromny szacunek, bo dzięki takim osobom jakość dźwięku na wielu polskich wydarzeniach stoi na bardzo, BARDZO wysokim poziomie.

Dlatego nie chciałabym tworzyć narracji, że w Gruzji wszystko działa lepiej. To po prostu inna rzeczywistość. Tam zaskoczyło mnie to, że nawet w mniejszych miejscach wysoki standard nagłośnienia wydaje się czymś oczywistym. Z kolei w Polsce imponuje mi skala. Jeśli mamy odpowiednie środki i trochę wolnego czasu, możemy praktycznie całe wakacje spędzić, podróżując od festiwalu do festiwalu. Pod tym względem nasz kraj oferuje naprawdę ogromny wybór.

Przechodząc do polityki, protestów i poczucia wspólnoty - to właśnie tutaj widzę największą różnicę pomiędzy sceną gruzińską a polską.

Mieszkałam w Gruzji przez cały 2024 rok. Na początku wszystko wydawało się względnie spokojne. Ludzie byli uśmiechnięci, kluby pełne życia, a w miejscach takich jak Bassiani dało się odczuć wyjątkową energię i dumę z tego, co udało się tam zbudować przez ostatnie lata.

Sytuacja zaczęła się zmieniać wiosną 2024 roku, gdy rząd wrócił do prac nad ustawą o „zagranicznych agentach”, przez przeciwników nazywaną po prostu „Russian Law”. W praktyce wiele osób widziało w niej próbę kopiowania rosyjskich rozwiązań służących ograniczaniu niezależnych organizacji i mediów. Protesty wybuchły natychmiast i bardzo szybko stały się częścią codzienności.

Moi znajomi opowiadali mi o wojnie z lat 90., które nastąpiła po rozpadzie ZSRR, a później o wojnie z Rosją w 2008 roku i okupacji Abchazji oraz Osetii Południowej, która trwa do dziś. Dla wielu osób były to nie abstrakcyjne wydarzenia z podręcznika historii, ale osobiste doświadczenia ich rodzin.

Kilku znajomych opowiadało mi również o swoim dzieciństwie w latach 90. i początku XXI wieku. O tym, że prąd bywał dostępny tylko przez kilka godzin dziennie, że codzienność była pełna niepewności i chaosu. Dla osoby wychowanej w Polsce brzmi to wręcz niewiarygodnie. Nawet jeśli nasze dzieciństwo nie było idealne, dorastaliśmy w zupełnie innych warunkach. Myślę, że właśnie dlatego gruzińska scena klubowa ma nieco inne korzenie niż polska. Oczywiście dla wielu osób klub pozostaje miejscem zabawy, ale jednocześnie jest tam czymś więcej - przestrzenią wolności, samoorganizacji i społecznego oporu. W Polsce muzyka elektroniczna kojarzy mi się przede wszystkim z ucieczką od codzienności, poszukiwaniem swojej grupy ludzi i miejscem, gdzie można być sobą. W Gruzji dochodzi jeszcze wymiar polityczny.

Najlepiej pokazuje to hasło „We Dance Together, We Fight Together”, które narodziło się po policyjnych nalotach na Bassiani i Cafe Gallery w maju 2018 roku. Tysiące ludzi wyszły wtedy pod parlament, a schody budynku zamieniły się w parkiet taneczny. To właśnie wtedy muzyka elektroniczna stała się symbolem walki o wolność, równość i prawo do własnej kultury. Podczas protestów w 2024 roku ten duch był nadal obecny. Kluby ograniczały działalność, publikowały komunikaty zachęcające do udziału w demonstracjach i przypominały, że energia parkietu może zostać przeniesiona na ulicę.

Mieszkałam przy alei Rustaveli, dosłownie kilkanaście minut spacerem od parlamentu. Byłam na większości protestów. Widziałam zatrzymania demonstrantów, czułam w nozdrzach gaz pieprzowy, byłam mokra od armatek wodnych i codzienne czułam napięcie między mieszkańcami a policją. Kilku moich znajomych miało później problemy prawne związane z udziałem w protestach i działalnością polityczną.

I właśnie tego poczucia wspólnoty najbardziej zazdrościłam Gruzinom. Nie chodzi o to, że wszyscy się tam lubią albo zawsze się ze sobą zgadzają. Chodzi raczej o przekonanie, że w kluczowych momentach potrafią stanąć obok siebie i działać wspólnie.

Jednocześnie nie chcę romantyzować tej sytuacji. Jako Polka nie zamieniłabym naszego względnego spokoju i poczucia bezpieczeństwa na bardziej „undergroundową” scenę klubową. Za tą energią, którą obserwujemy w Gruzji, stoją często bardzo trudne doświadczenia, niepewność i realny strach o przyszłość kraju.

Zresztą my również potrafimy się jednoczyć. Pokazały to chociażby protesty po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji czy wiele innych momentów w najnowszej historii Polski. Różnica polega raczej na tym, że u nas takie mobilizacje są wyjątkami, a w Gruzji przez ostatnie lata stały się częścią codzienności.

I chyba właśnie tego nauczył mnie pobyt w Tbilisi - że scena klubowa może być czymś znacznie większym niż muzyka i akurat tam jest mocno związana z polityką.

Udało ci się też zagrać w klubie, który jest i będzie legendą i dla mnie osobiście „wzorcem klubu idealnego” – Tresorze. Jak odebrałaś ten wieczór?

Odebrałam ten booking jako ogromne wyróżnienie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę.

Na ten wyjazd zabrałam ze sobą grupę znajomych, a kolejna część naszej ekipy czekała już na miejscu w Berlinie. To był jeden z tych momentów, które przeżywa się wspólnie i pamięta przez długi czas. Wszystkie DJ-ki grające tej nocy prezentowały bardzo wysoki poziom, więc tym bardziej cieszę się, że mogłam być częścią tego line-upu.

Do Tresora zaprosiła mnie gruzińska artystka Ly Sas. Jesteśmy w podobnym wieku, a mimo to ma już na swoim koncie wydawnictwo w labelu Fiedela, rezydenta Berghain oraz wcześniejszego Ostgut Ton. To sprawiło, że samo zaproszenie było dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowe.

Tresor od lat jest dla mnie jednym z najważniejszych punktów odniesienia na klubowej mapie świata, więc możliwość zagrania tam była czymś, o czym jeszcze kilka lat temu nawet bym nie pomyślała.

Jakie masz plany oraz muzyczne marzenia na druga połowę 2026 roku?

Jeśli chodzi o plany na drugą połowę 2026 roku, to mam już kilka potwierdzonych dat na jesień. Wśród nich, szczególnie nie mogę się doczekać występu w klubie HALL w Estonii. Bardzo lubię podróżować i grać w miejscach, które niekoniecznie są oczywistymi punktami na klubowej mapie. Mam nadzieję, że kiedyś muzyka wywieje mnie do Jakarty, Astany albo nawet gdzieś do Ameryki Południowej.

Bardzo ciekawi mnie też scena elektroniczna w Chinach. Zastanawiam się, jak wygląda tamtejszy underground, jak funkcjonuje w realiach cenzury i jakie historie kryją się poza tym, co widać z zewnątrz. A w zasadzie nic nie widać, bo przecież korzystają tam z totalnie innych mediów społecznościowych niż my.

Jeśli chodzi o marzenia, to raczej nie są to rzeczy, które da się zrealizować w ciągu pół roku. Nie będę wspominać o oczywistych celach w stylu „chcę zagrać tu i tam”. Jednym z moich najbardziej nietypowych marzeń jest pojawienie się w grze komputerowej. Wyobraźcie sobie, że CD Projekt tworzy grę, w której wcielasz się w postać marzącą o karierze DJ-a lub producenta, a jedną z dostępnych postaci jest Sournois. How cool is that?!

Brzmi mało realistycznie, ale równie szczęśliwa byłabym z krótkiego epizodu w GTA albo Cyberpunk - tak jak wcześniej pojawiali się tam artyści tacy jak Dixon, The Blessed Madonna czy Solomun.

Co jest dla ciebie najpiękniejsze w kulturze klubowej?

Za każdym razem zadaję sobie to pytanie, kiedy dzwoni budzik o 3 nad ranem i muszę wstać, żeby zagrać closing. Nadal nie mogę wyjść z podziwu dla kontrastów, które niesie ze sobą kultura klubowa. Gdy się przebudziłam, pojechałam zagrać closing po Fjaakach, a następnie prosto na uczelnię, bo miałam seminarium dotyczące pracy dyplomowej. Temat mojej pracy dotyczył właśnie kultury klubowej: „Polska scena muzyki elektronicznej w oczach odbiorców - zamiary kontra rzeczywistość”. Było w tym coś absurdalnego, ale jednocześnie fascynującego, gdy po kilku godzinach grania, siedziałam na backstage’u o 8 rano, wśród dymu papierosowego i porannych rozmów trwających po imprezie. Chwilę później wsiadłam w samochód i pojechałam na uczelnię, gdzie rozmawiałam z profesorem o działaniach PR-owych klubów, o tym jak scena klubowa radziła sobie w czasie pandemii, jak wojna w Ukrainie wpłynęła na marketing całej branży oraz o cancel culture.

Przy okazji miałam możliwość przedyskutowania tematu mojej pracy dyplomowej z wieloma osobami z branży i nie tylko, co pozwoliło mi spojrzeć na niego z różnych perspektyw i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy.

Myślę, że najpiękniejsze w kulturze klubowej jest to, że mimo różnych poglądów, wyznań czy stylu życia - zawsze istnieje jeden wspólny mianownik: muzyka, która łączy wszystkich w tym samym momencie.